piątek, 5 lutego 2010

Piotr Wróbel

Chwała Panu!

Mam na imię Piotr. Pochodzę z rodziny wychowanej w tradycji katolickiej. Tradycji właśnie, ponieważ to ona stanowiła impuls do obchodzenia świąt i wszelkich religijnych obrządków. Chodziłem do kościoła z przymusu i nie miałem żadnej relacji z Bogiem. Fascynował mnie świat wyobraźni.

Mijały lata aż poznałem moją żonę Agnieszkę. Była już wtedy nawróconą chrześcijanką. Ona pierwsza pokazała mi jak wygląda prawdziwa relacja z Bogiem. Otworzyła mi także oczy na prawdę. Zbliżyłem się wtedy do Boga. Zaczęliśmy przychodzić do zboru, ale były to wizyty nieregularne. Nie czułem potrzeby, aby głębiej się w to zaangażować. Bóg jednak postanowił mnie odszukać.

Pierwszy raz odczułem to, kiedy uratował Agnieszkę i nowo narodzoną Weronikę. Mieliśmy okazję z żoną składać już o tym świadectwo. Agnieszce odkleiło się łożysko i gdyby nie była wtedy w szpitalu nie miałaby szans. Bóg je jednak ocalił.

Ja przybliżałem się do Boga małymi kroczkami. Przełom nastąpił w 2009 roku.

Zaczęliśmy regularnie chodzić całą rodziną na nabożeństwa.
Zapragnąłem mieć swoją własną biblię.
Zapisałem się na mailingowy kurs biblijny.

W tym czasie Agnieszka była już w ciąży z naszym drugim dzieckiem Szymonem. Szymon urodził się dwa i pół miesiąca przed czasem. W ten czas każdego dnia widziałem jak Bóg go chroni, opiekuje się nim i nie pozwala, aby ani jeden włos spadł mu z głowy. To był czas próby dla mojej rodziny i wiem, że przetrwałem go tylko dzięki Jezusowi. On dawał mi siły, spokój i wiarę. W ten sposób Jezus uratował całą moją rodzinę.

Wtedy też przyjąłem Jezusa do mojego życia i ogłosiłem go moim Panem i Zbawicielem. Dzięki kursowi biblijnemu dowiedziałem się jak wygląda modlitwa grzesznika i po raz pierwszy wyznałem grzechy przed Jezusem i przyjąłem przebaczenie.

Moje życie zmieniło się. Dzięki Jezusowi jestem tu z wami, aby świadczyć o Jego nieograniczonej mocy i miłości. Jestem wdzięczny Jezusowi, że mogę się do niego modlić, dziękować mu i chwalić Jego imię. Nie ma takiego grzechu ani takiego ciężaru, którego Jezus by nie podźwignął.

Teraz mam w sobie więcej cierpliwości, pokory i zrozumienia. Moje życie nabrało sensu i wierzę, że cały czas Jezus zmienia je na lepsze. Czytam codziennie biblię. Przyjąłem chrzest. Chcę, aby przez cały czas Jezus był moim Panem i wskazywał mi drogę.

Chwała niech będzie Panu. Alleluja.

Agnieszka Sowińska-Wróbel

w miłości nie ma bojaźni,
wszak doskonała miłość usuwa bojaźń
(1J 4, 18)


Dlaczego Jezus?
Mogłabym powiedzieć krótko: bo dał mi Nowe Życie. Ale co to oznacza?
Życie jest pełne pragnień. Niektórzy chcą być silni i odważni. Niektórzy pragną mieć dom i samochód. Jeszcze inni chcą zrobić karierę, odnieść sukces, mieć znajomych, przyjaciół, psa, ogródek... Wreszcie, każdy z nas pragnie, by ktoś nas pokochał, byśmy stali się dla kogoś najważniejsi i jedyni na świecie. Chcemy znaleźć oparcie i ukojenie w czyichś dłoniach. Nie lubimy być samotni.
Ja od zawsze miałam dookoła siebie mnóstwo ludzi. Otaczałam się nimi, spędzałam z nimi czas, bawiłam się, rozmawiałam. I każdego wieczora bałam się, że ich zabraknie. Że nagle przestaną mnie lubić. Że odejdą. Że jeśli nie będę taka jak oni, to nie będą mnie akceptować. Zabiegałam o ludzi. Robiłam wszystko, by się przypodobać. Powoli uzależniałam się od nich, ich opinii, oceny. Wiedziałam, że cały czas muszę robić coś, by zasłużyć na sympatię. Udawało się. Zawsze był obok mnie ktoś.
Jeszcze wtedy nie wierzyłam, że cokolwiek może być za darmo. Bezinteresownie. A już na pewno nie miłość.
Czym więc jest teraz to wspomniane wcześniej Nowe Życie? To wolność, prawdziwa wolność, dająca spokój i spełnienie. Już nie muszę się bać, że coś nie wyjdzie, że coś się nie uda. Już nie muszę próbować podobać się znajomym. Mogę być sobą. I mogę być kochana. Przez Jezusa. Miłością nieogarnioną, pełną i całkowicie nie zasłużoną. Nie muszę robić nic skomplikowanego, nic na pokaz. Po raz pierwszy mogę stanąć twarzą w twarz z innymi bez lęku odrzucenia, ale co ważniejsze mogę spojrzeć w twarz sobie. Jezus pokazał mi swoją moc i miłość. Pokazał mi, że jest żywym Bogiem, że nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych, że może podnieść mnie ze wszystkiego. Dlaczego? Bo mnie kocha. To było dla mnie nie do pojęcia, że ktoś może mnie kochać tak bardzo i nie oczekiwać niczego w zamian, że nie muszę zapracowywać na tę miłość.
Zawsze tego pragnęłam. Teraz wiem, że źródłem takiej idealnej miłości jest Jezus Chrystus, Ten, który umiłował mnie tak, że za mnie umarł. Za mnie! – grzeszną, pyszną i próżną. Ale On zobaczył we mnie więcej, zobaczył to, czego sama nie dostrzegałam, widział we mnie dziecko potrzebujące miłości Ojca.
Od spotkania z Jezusem wszystko się odmieniło. Jestem nową osobą. Odrodzoną. Jestem prawdziwa.
Dziękuję Bogu, że tak długo na mnie czekał. Że nie zrezygnował. Ale On nigdy nie rezygnuje. Jest przecież Miłością.
Pozwól sobie jej doświadczyć.