środa, 25 listopada 2009

Wojciech odcinek 1

Mieszkałem w Gdańsku i kończyłem właśnie Liceum Muzyczne. Przygotowania do dyplomu szły opornie. Wydawało mi się, że zmagam się ze zbyt wieloma przerastającymi mnie problemami: pogarszającym się słuchem, rozstaniem z dziewczyną, utrata sensu życia i niepowodzeniami w szkole. Moja religijność zbankrutowała. Wołałem do Boga, ale odpowiedzi nie przychodziły. Próbowałem różnych sposobów, aby zmusić Go do działania – bezskutecznie.
Czułem się jakbym był zamknięty w niewidzialnej klatce bez perspektywy na jej opuszczenie. Otoczyła mnie paraliżująca beznadzieja. Dalej funkcjonowałem jako młody trębacz jazzowy, ale coraz bardziej czułem, że zbliżam się do bliżej nie określonego końca. Ogarnęła mnie prawdziwa ciemność.
Pewnej nocy ćwiczyłem na trąbce w podziemiach bursy. W pewnym momencie dobiegł mnie dźwięk altówki. W oddalonym pomieszczeniu grał mój kolega. Nagle w moim umyśle zobaczyłem obraz, który mnie przeszył lękiem: ten kolega był w nim szamanem, który wykonywał jakieś dziwne i straszne duchowe obrzędy.
Poczułem, że jakaś siła zaczęła mnie ciągnąć do pomieszczenia, z którego dobiegał dźwięk jego instrumentu. Odłożyłem trąbkę i wbrew temu co czułem zacząłem iść korytarzem. Otworzyłem drzwi i wszedłem do pomieszczenia, w którym on był. Gdy tylko wszedłem miałem wrażenie jakbym wyszedł z ciemnej piwnicy na słoneczną plażę. To było naprawdę dziwne. Zaczęliśmy rozmawiać.
Usłyszałem dwie rzeczy: Bóg mnie kocha i rozwiąże sprawę z moją dziewczyną. To, że Bóg mnie kocha potężnie mnie dotknęło. Byłem religijny i rozumiałem, że muszę się starać, bo moje uczynki zostaną surowo ocenione. Pomimo że próbowałem wiedziałem, że nie mam z czym startować przed Sędziego. Doświadczałem niepowodzeń w zmaganiach z grzechem i to generowało strach i potępienie. Wiadomość, że On mnie kocha była prawdziwym objawieniem! W jednej chwili klata otworzyła się na oścież.
To, że Pan jest zainteresowany moimi uczuciami i chce coś z tym zrobić było w tamtym czasie dowodem, że naprawdę mnie kocha. Nie zażądał czegoś ode mnie, ale chciał mi coś dać. W tamtych podziemiach rozpoczął się mój exodus. W moim sercu narodziła się wiara w zupełnie nieznanego mi Dobrego Boga, a ja zacząłem duchowo żyć.
To wydarzenie mnie zmieniło. Nie całkowicie, ale zauważalnie dla mnie samego i dla innych. Nie mówiłem o tym, a jednak natychmiast nastąpiła jakaś konfrontacja. Koledzy z bursy wyrzucili mnie z pokoju, a moja dziewczyna zauważyła zmianę i nasza relacja została uzdrowiona. Zamieszkałem w pokoju z owym alcistą i spędzaliśmy godziny na rozmowach i modlitwach. Po pewnym czasie Bóg uzdrowił moje uszy. Rozpoczął się niezwykły okres poznawania Boga. Moja dziewczyna została moją żoną. Po krótkim czasie definitywnie przestałem grać na trąbce. Zostawiłem muzykę na jakiś czas. Później do niej wróciłem, ale już w zupełnie inny sposób. Zacząłem grać muzykę dedykowaną Panu. Muzyka z bożka zamieniła się w narzędzie do uwielbiania Boga i opowiadania o Nim, a zawód muzyka w służbę.
W tamtym czasie nie rozumiałem w dużym stopniu tego co się wydarzyło. Nie rozumiałem Nowego Przymierza, wymiaru Bożej miłości, znaczenia wiary, zbawienia, znaczenia objetnic zawartych w Piśmie. Tym wszystkim zajął się Duch Św. nieco później. Najpierw musiała dotrzeć do mnie Biblia...
Ciąg dalszy w następnym odcinku.

sobota, 21 listopada 2009

Przemek

17.09.1997



Moje Świadectwo

I INTRO

Witaj. Wierzę, że każdy musi sam podjąć decyzję o tym, gdzie spędzi całą wieczność. Jednak aby podjąć taką decyzję należy poznać podstawowe, proste fakty dotyczące zbawienia. Tego właśnie dotyczy Ewangelia czyli Dobra Nowina, której przesłaniem jest, że nie musisz iść do piekła, możesz źyć przez wiarę w Bożego Syna - Jezusa Chrystusa. Możesz mieć życie na wieki i rozpocząć je już dzisiaj - przyjmując Go jako swego Pana z Zbawiciela. Dalej pozostaje już tylko żyć według tego kim się jest. I możesz sobie nazywać mnie faszystą, ale tak samo musisz wtedy nazwać każdego, kto powie ci, że jedyną drogą do tego aby nie utonąć, należy odpowiednio machać rękami.

Na początku pragnę zaznaczyć, że nie posiadam żadnej niezwykłej wiedzy teologicznej i wszystko co tu przekazuję, to zwykły opis tego co jest moim świadectwem plus proste, lecz wieloletnie studium Biblii. Osobiście mam spory dystans do współczesnej teologii, która podkreśla mocno czynnik intelektualny, pomijając zwykle osobisty. Czasami jednak posługuję się cytatami z Biblii, gdyż jest ona najlepszym dostępnym człowiekowi opisem rzeczywistości duchowej.

Być może o Bogu słyszałeś już tyle, że masz już tego zdrowo dosyć. Chyba to znam i rozumiem, bo mam zupełnie podobne uczucia. Proszę cię jednak zapomnij na chwilę o tym co słyszałeś przez całe życie i postaraj się zrozumiec co chcę ci przekazać, bo może jest to coś dla ciebie nowego.



II "NAWIEDZENI"

Czy masz czasem uczucie, że ci wszyscy ludzie wierzący w Boga, śpiewający o Bogu są jacyś nie z tego świata, jacyś inni, dziwni ? Nie wiesz dlaczego. Może nawet masz na to jakąś odpowiedź, ale sam nie jesteś do końca pewien. Niektórzy mówią, że to ich zaangażowanie jest nieszczere, udawane, ale chyba nie może to być prawda, jeśli poświęcają oni swoje kariery i całe życie, aby to robić, nikt tego nie robi dla żartu. Tym bardziej nie robią tego dla pieniędzy, bo rynek chrześcijański jest mniejszy niż ogólny i zarabia się tu mniej. Na to, żeby byli ot tak po prostu nawiedzeni to nie wygląda bo jest ich po prostu zbyt dużo i po drugie zbyt trzyma się kupy to co mówią, choć jest to inne niż wiele rzeczy, które znamy.

Jaka jest zatem prawda ? Nie odpowiem ci tak wprost, ale zasadniczo ta inność wynika z odrębnej tożsamości, obywatelstwa innej rzeczywistości, niż ta którą mamy dostępną wprost mieszkając na tym świecie. Trochę wykrętne, powiesz. Zgadzam się. Wcale nie zamierzam ci odbierać przyjemności własnego odkrywania prawdy o rzeczywistości duchowej.



III TAK BARDZO CHCIAŁBYM ZOSTAĆ KUMPLEM TWYM ...

Prawda jako taka ma pewne swoiste cechy.
Po pierwsze jest ona dostępna, zwykle niedaleko nas. Nie jest tak, że głębokie prawdy duchowe są dostępne dla ludzi posiadających głęboką wiedzę teologiczną. Teologowie często posiadają szeroki opis prawdy, czym jest, ale nie znaczy to, że ją znają. Oni zwykle po prostu o niej wiedzą więcej niż inni. W Biblii poznanie oznacza głęboką więź, relację, a poznanie intelektualne to tylko pewien fragment całości poznania.

Bóg jednak pragnie czegoś więcej dla każdego z nas. On pragnie realnego uczestnictwa, przyjaźni z Nim. Do tego nie jest potrzebna dogłębna wiedza ale właściwa postawa.

Zatem, aby dotrzeć do prawdy, która często jest bardzo blisko ciebie, trzeba przede wszystkim tego pragnąć. MOCNO pragnąć. Uodpornić się na to co mówią inni i szukać wytrwale. To pokazuje drugą jej zasadniczą cechę. Prawdę zawsze trzeba zdobywać, wykonać jakiś wysiłek, często choćby umysłowy. Nie jest ona dana wszystkim, choć dla wszystkich jest dostępna, dlatego, że nie wszystkim ludziom na niej zależy wystarczająco mocno.
Bóg jest prawdą. Szukanie Boga odbywa się na tych samych warunkach.



IV FRIENDS ARE FRIENDS FOREVER

Czy żeby słuchać muzyki chrześcijańskiej trzeba być chrześcijaninem ? Nie, nie jest to warunkiem. W końcu każdy potrzebuje czuć się dobrze, być zadowolonym, każdy pragnie być wartościowy, doceniany i zauważany. Te wartości z zasady niesie muzyka z przesłaniem chrześcijańskim. Nawet jeśli nie wierzysz w Boga, to może szukasz muzyki, która nie będzie traktować cię jak śmiecia (chyba że jesteś punkiem) i cię jakoś dowartościuje.
Muzyka z przesłaniem chrześcijańskim spełni twoje oczekiwania. Jest wiele zespołów CCM i każdy znajdzie coś dla siebie.

Wiedz jednak, że jest to tylko namiastka, jak bycie koło imprezowni, gdzie towarzystwo się dobrze bawi a ty tylko patrzysz przez okno. Nikt tego chyba nie lubi.
Ty jednak jesteś zaproszony aby mieć udział w niezwykłej radości bycia blisko żywego Boga.

Takie rzeczy jak humanizm, poszanowanie praw człowieka i godności to pochodne przykazania miłości. Są one wszystkie (choć słuszne i dobre) jak odpadki wobec tego co można doświadczać mając żywą więź z Bogiem i znać Go jako przyjaciela.

Bóg chce przede wszystkim być z tobą w przyjaźni. Bóg tego chce, ale my tego potrzebujemy aby żyć.

W drugiej kolejność pragnie On naszego dobrego postępowania, które powinno wynikać z naszej tożsamości. Jesteś święty to bądź (czyli zachowuj się) jak święty. Każdy z nas poprzez choćby jeden grzech (nawet pierworodny) jest odłączony jednak od Jego miłości a zatem jest jego nieprzyjacielem.
Nie mówię tego dlatego, że mi się tak wydaje, albo, że w takiej tradycji się wychowałem, ale dlatego, że sam Bóg tak mówi (Rzymian 6,23) : " Zapłatą za grzech jest śmierć".
Każdy z nas jest grzesznikiem. Każdy jest zły w porównaniu z Bożą świętością.
Może trywialne ale prawdziwe.
Śmierć to nasz naturalny stan. Żeby w nim się znaleźć należy ... nie robić nic.
Zająć się innymi sprawami, pracą, rodziną i chodzeniem do kościoła, nie myśleć o tym.
Żeby pójść do piekła wystarczy się nie obudzić, nie nawrócić.



V A JAK JUŻ BĘDĘ DOBRYM CZŁOWIEKIEM ...


My ludzie, ze względów różnych, głównie praktycznych, stopniujemy nasze dobro i zło.
Nie ma to większego zastosowania w rzeczywistości duchowej która jest bipolarna, dychotomiczna, dualistyczna i rozróżnia świętość Boga i naszą grzeszność bez żadnych stanów pośrednich. Tak jak lampa się pali, gdy do niej doprowadzimy prąd z zewnątrz a każda inna sytuacja to ciemność. Można rozróżniać przerwę prądu spowodowaną umyślnym wyłączeniem lub awarią : dużą lub małą, przecięciem, zerwaniem, brakiem kawałka przewodu lub brakiem CAŁOŚCI przewodu z powodu kradzieży na przykład. Przyczyny są bardzo różne ale stan pozostaje ten sam - ciemność. Tak samo jest ze świętością. Najmniejszy pojedynczy grzech radykalnie odcina nas od stanu Bożej świętości.

Żeby nie popełnić żadnego grzechu, trzeba być Bogiem. Jezus nim jest i to On jest jedynym człowiekiem, który nie potrzebuje odkupienia. A jednak to On z własnej woli umarł za nas na krzyżu w straszny sposób, choć był jedynym, który nie musiał. Wszystko na odwrót.
Czyż nie jest to największa miłość ? Ja dosłownie płaczę gdy o tym myślę.

Pismo św. nie pozostawia suchej nitki na naszym powszechnym poglądzie o tym, że dobre uczynki mogą nam zjednać Boga. Przeczytajcie Efezjan 2,8-9 : "Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę, a to pochodzi nie od was, ale jest darem Boga : nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił.".
I od razu mamy podsumowanie, co jest naszą motywacją, jeśli myślimy, że z uczynków można dostąpić zbawienia - zarozumiałość i pycha.

Oczywiście my chętniej porównujemy się z innymi, gdyż wtedy wypadamy jakoś nienajgorzej, w każdym razie szukamy łatwego usprawiedliwienia naszych błędów, tacy już jesteśmy.
To jednak jest dobre na tej planecie, gdy mieszkamy wśród ludzi. W niebie jednak mieszka Bóg i jeśli chcemy z nim tam przebywać to musimy spełnić tamtejsze warunki.

Czyli musimy dowiedzieć się co mówi sam Bóg o byciu z Nim, a nie co się nam wydaje, wiemy nie na pewno, czy jest powszechnym ludowym (społecznym) przekonaniem.
A warunek jest tylko jeden : aby mieszkać z Bogiem wystarczy być świętym.



V TOŻSAMOŚĆ : ŚWIĘTOŚĆ


- Hola bracie !- powiesz teraz - Nie każdy może być tak od razu świętym !.
- Jest w tym trochę prawdy, ale tylko trochę - odpowiadam - Wspomniałem wcześniej, że prawda jest dostępna dla każdego, ale nie każdy ją posiada. Tak samo jest ze świętością.

Muszę jednak wyjaśnić pewną zasadniczą sprawę. Słowo "święty" nieco przez ostatnie 2000 lat zmieniło swe znaczenie. Ma w tej chwili tak na prawdę już kilka znaczeń. Otóż w Biblii słowo "święty" oznacza dla Boga "oddzielony dla Niego" i ma niewiele na początku wspólnego z naszym postępowaniem. Chodzi tu o tożsamość a nie postawę czy zachowanie. Nic do czego można się zmusić albo zachęcić innych. Nie chodzi o "zrobić" ale "być" świętym.

Rozróżnienie tych dwóch rzeczy jest sprawą zasadniczą. Wyjaśnię to na przykładach.
Nie można kogoś zachęcić by był np. dorosły jeśli jest dzieckiem. Może on się starać naśladować osobę dorosłą i w zachowaniu być jak dorosły, ale to nie zmienia jego tożsamości, faktu, że ma 7 lat.
Można też np. wilka ubrać w biały kożuszek, spiłować zęby, zawiązać kokardkę i kazać beczeć ale i wtedy wilk wcale nie będzie owcą. Będzie w najlepszym wypadku owcopodobny i można tu dołożyć starań i przy pewnych warunkach uzyskamy dobry efekt, jednakże przy pierwszej lepszej okazji wilk pokaże kim naprawdę jest, czyli jaka jest jego prawdziwa tożsamość. Tak właśnie widzę starania duchownych katechizujących miast wprzódy ewangelizować.






Bóg chce dać ci tożsamość Jego syna/córki. Oczywiście wszyscy ludzie są Jego dziećmi, ale w innym znaczeniu - jako stworzenie. Tak jak malarz nazywa żartobliwie swoje prace swoim dzieckiem, czyli swoim dziełem, dziełem. Poza tym jednak malarz może mieć swoją rodzinę i dzieci i jeśli je kocha to miłość do nich będzie czymś nieporównanie większym. Czujesz różnicę ? Podobnie jest z Bogiem. On oprócz tego, że jesteś Jego stworzeniem i kocha cię jako swoje dzieło od momentu poczęcia, to chce dać ci nieporównanie wspanialszą rzecz - synostwo, czyli tożsamość taką, jaka tylko łączy dobrego ojca ze swym dzieckiem.

Tu od razu należy zwrócić zwrócić uwagę, że nie powiedziałem dobrym dzieckiem. Bóg zna nas dużo lepiej niż my sami siebie i wie, że nasze własne wysiłki by dorównać Jego standardom są bardzo żałosne w Jego oczach, choć my mamy nienajgorsze zdanie o nas samych.
Właśnie znając nas doskonale takimi jakimi jesteśmy chce nas uczynić swymi dziećmi. Mówi tak np. w księdze Ozeasza 6,6, którą aktualnie czytam : "Miłości pragnę nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń".

Jego dziećmi czyli "oddzielonymi dla Niego" czyli świętymi.

Jest to jak widzisz inne od tego co zwykle się mówi o świętości, choć dziś wyraźnie widać tendencje powrotu do tego pierwotnego znaczenia.
Dobry przykład to list św. Pawła do Koryntian. Zwrócę uwagę tylko na kilka pierwszych wersetów. Apostoł zwraca się tam do koryntian jako do "świętych" .
Tymczasem, gdy czytamy dalej to widać takie szczegóły z ich życia, że nawet wg. dzisiejszych słabiutkich norm moralnych ich życie było bardzo amoralne. Żyli w takim mieście, gdzie panowała niezwykła rozwiązłośc, kulty i magia. Sami zaczęli tym nasiąkać aż do tego stopnia, że niektórzy z nich dopuszczali się czynów, które były nie do pomyślenia nawet dla pogan, np. pewne rodzaje kazirodztwa. Czyli niektórzy poganie byli moralniejsi od chrześcijan. Ciekawe, nie ? A jednak św. Paweł zwraca się do nich per "święci" i wygląda na to, że wiedział co i do kogo mówi. Czy rozumiesz co chciałem przez to powiedzieć ? Świętość to tożsamość a nie zachowanie.
Jeśli Jezus nie jest jeszcze Twoim Panem to jesteś poganinem.



VI NAWRÓCENIE

Teraz można przejść do zagadnienia jak uzyskać tożsamość świętego. Przypominam, że nie chodzi o to dzisiejsze znaczenie czyli kanonizację - ona ma inne cele.
Od razu jakby zneutralizowałem najważniejszy powszechny argument - nie można tego dokonać zachowując się jak święty, czyli będąc bardzo moralny i sprawiedliwy i dobry itd. bo to wszystko to jest nasza postawa. W najlepszym wypadku ludzie uznają nas za świętego, ale chyba nie o to nam w tej chwili chodzi.

Mówiąc o nawróceniu nie mówię o żadnym zmienianiu religii ani o mistycznych odjazdach. Mówię o zmianie priorytetów, świadomym postawieniu Jezusa na pierwszym miejscu w twoim życiu. Biblia nazywa to wiarą. Wiara wtedy nie oznaczała tylko zrozumienia intelektualnego, ani nawet akceptacji intelektualnej, ale przyjęcia całym naszym jestestwem, tj. wolą, intelektem i uczuciami.

Moje życie jest dobrą ilustracją tego. Przed moim nawróceniem byłem osobą bardziej religijną, niż jestem teraz. Kiedyś nawet mieszkałem w Częstochowie i byłem na Jasnej Górze chyba więcej razy niż jakikolwiek z pielgrzymów. Chodziłem codziennie do kościola na mszę. Teraz już nie chodzę codziennie. "Popsułem się" po nawróceniu, dla niektórych. Więcej - zacząłem słuchać muzyki, której wcześniej nie słuchałem - mocnego rocka, tzw. czadu. Yeah.

Kiedyś starałem się przypodobać Bogu dobrymi uczynkami i powszechnie (akademik, rodzina) zyskałem sobie moją religijnością miano osoby bardzo religijnej i raczej z tego nikt nie żartował, bo byłem w tym bardzo poważny. Tylko ja jednak wiem, że tak naprawdę było to szukanie Boga, a nie wdzięczność Mu. Różnica jest zasadnicza, bo w motywacjach.

Po nawróceniu zmieniają się motywacje, choć zachowanie czasem może być podobne.
Zasadniczo chodzi o to, że przestajemy robić coś, żeby się przypodobać Bogu (czy ludziom) ale z miłości i wdzięczności do Niego. Przestajemy się bać Bożego gniewu i już nie robimy czegoś ze strachu przed gniewem czy piekłem tylko z miłości. Uff, różnica jest zasadnicza. A robimy prawie to samo, bo kochamy doskonalej, podobnie, tylko bez wysiłku, naturalnie, luz, cool.

Przykład : czasem ktoś mnie pyta dlaczego nie zrobię czegoś złego. Kiedyś odpowiedziałbym, że nie wolno, lepiej nie albo coś w tym stylu. Teraz też powiem nie, ale dlatego, że to się nie podoba memu Panu. I przychodzi to dużo łatwiej i z entuzjazmem.

U różnych ludzi jest różnie i nawrócenie najbardziej jest widoczne, gdy ktoś kiedyś żył niemoralnie a potem się nawrócił i wszyscy widzą różnicę. Stąd właśnie powszechne znaczenie słowa "nawrócenie" jako zewnętrzna odmiana. Bóg widzi serce i Bogu nie zależy jednak tak na odmianie naszego postępowania, jak na odmianie naszego serca, dlatego, że motywacje (serce) to klucz postępowania.

Widzisz - serce człowieka to najważniejsza rzecz. Chodzi tu o motywacje, pragnienia, wolę i uczucia. Pragniemy się Bogu podobać, być dobrzy.
Czy wiesz jednak co się Bogu tak naprawdę podoba ? Tak naprawdę to na czym Bogu mogłoby zależeć w nas byśmy Mu oddali ? Chyba nie na tym, żebyśmy dużo dawali na tacę, bo to On jest Panem i ma wszystkie pieniądze i bogactywa w Jego ręku. Może chodzi Mu o zatem o nasze zdolności, umiejętności ? Może chce, żeby dla Niego ciężko pracować ? Tak, ale nie jest to jednak najważniejsze. Przecież to On sam jest dawcą tych darów, które posiadasz. Przecież nie będzie oceniał cię po twych umiejętnościch, których sam jest dawcą, bo oceniałby sam siebie. Otóż ta rzecz, którą wszyscy mamy po równo to jest nasza wola. Jest to jedyna rzecz na którą Bóg nie ma wpływu. Jesteś wolny w swoim wyborze, choć okoliczności są różne i wydaje się, że jest inaczej, jednak to ostatecznie to TY decydujesz o swoim życiu tu i potem.



VII ... JEŚLI TY NIE POMOŻESZ DZIŚ MIŁOŚCI.


Stary Testament bardzo często odwołuje się porównania Kościoła jako swojej narzeczonej, którą ma poślubić.
Kiedy stajesz się małżonkiem ? Czy wtedy jak chodzisz z kimś ? Czy już jak się kochacie ? Czy już po zaręczynach ? W żadnym z tych przypadków. Stajesz się małżonkiem (zmieniasz stan) poprzez wolną decyzję wobec Kościoła. Fakt, że kogoś kochasz i intelektualnie akceptujesz nie wystarcza. Potrzebna jest decyzja.

Nie inaczej jest w chrześcijaństwie czy gdziekolwiek.
Gdy 1. się o tym dowiemy, że możemy i powinniśmy i 2. gdy czujemy, że chcemy tego, wtedy podejmujemy decyzję pójścia za Jezusem. Niektórzy wolą twierdzić, że może ta decyzja jest rozciągnięta w czasie, nie przeczę. Trudno mieć wtedy jednak pewność w chwili zwątpienia bo na co się powołać ? Na jakieś nieokreślone uczucia ? Na określone uczucia ? Na uczynki ?
To za mało. Brak momentu zawierzenia to trochę jakby go nie było. Poza tym jeśli ktoś nie chce podjąć decyzji zawierzenia Jezusowi jako Panu a twierdzi, że jest chrześcijaninem to jest to zasadnicza sprzeczność.

W moim życiu był taki moment. Daty nie pamiętam, ale wiem, że pewnego zimowego wieczoru był wyświetlany w naszym akademiku film pt. "Maksimum seksu" (zwalił się tłum) chrześcijańskiego mówcy Josha McDowella. O czym by film nie pamiętam, chyba coś o seksie, ale pamiętam pod koniec było wezwanie, aby kto chce, oddał świadomie swoje życie Jezusowi.
Później w pokoju pamiętam biłem się z myślami :
"Co, JA taki święty, JA codziennie-chodzący-do-kościoła-i-w-ogóle-jaki-JA mam zawierzać Jezusowi ? Nie wystarcza mu że jestem taki religijny i działam mocno we wspólnocie ?"
Bóg jednak widział,że nieuświadomiona rozpaczliwa tesknota za wolnością jest większa niż moja pycha i udzielił mi łaski i skruszył moje serce. Na kolanach (bez łez - nie jestem z tych) oddałem całe życie Jezusowi. Zaledwie kilka zdań.

To był najpiękniejszy dzień mojego życia. Poczułem tak wielką łaskę i wolność, że chciałem skakać. Ten lekko euforyczny stan trwa z przerwami do dzisiaj a będzie to jakieś 5 1/2 roku. Moje życie uległo TOTALNEJ przemianie. Nie chodzi o to, że rzuciłem palenie czy inny nałóg bo nie zdążyłem tego nawet zacząć. Zmieniło się to wewnątrz.

Jezus Chrystus jest JEDYNĄ drogą do Boga i do nieba. Sam Jezus w ewangelii św. Jana 14,6 mówi : "Ja jestem drogą i prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak przeze Mnie".
To nie są żarty, można sobie wierzyć w różne religie i filozofie ale bez Jezusa jako Zbawcy przepadliśmy. Katolicy zatem rozpaczliwie potrzebują Jezusa, prawosławni koniecznie potrzebują Jezusa, protestanci niezbędnie potrzebują Jezusa, chodzący do kościoła i nie chodzący, dobrzy i źli (to ostatnie rozróżnienie istnieje zasadniczo jak wcześniej zauważyliśmy tylko w naszym ludzkim mniemaniu). Wszyscy tak samo rozpaczliwie.

Bóg cię kocha dużo bardziej niż twoje uczynki i pragnie nadać ci tożsamość swojego dziecka.
Drogą do tego jest wiara - czyli zaufanie. Mowi o tym w ew. św. Jana 1,12 : "A wszystkim, którzy Go przyjęli, tym, którzy wierzą, dał moc, aby się stali dziećmi Bożymi"

Oglądanie telewizji nie zastąpi realnego uczestnictwa w życiu. Słuchanie o Bogu nie przybliża cię do Niego jeśli TY sam(a) nie pozwolisz na to aby On wszedł do Twojego życia i odmienił je.
On jest więcej niż gentelmanem ! On sam już wszystko przygotował : życie wieczne, dobre uczynki, które będziesz pełnić, radość i miłość, do których nie będziesz się już zmuszać ale będą płynąć z ciebie naturalnie jak rzeka, nawet wobec ludzi i sytuacji, które wydają ci się nie do przejścia.
Bóg jednak nie wejdzie do Twojego życia na siłę.

Jezus mówi : "Oto stoję u drzwi i kołaczę, jeśli ktoś usłyszy mój głos i drzwi otworzy, to wejdę do niego i będę z nim (wieczerzał)." Czy chcesz tego ?

Jezus przyszedł, aby dać ci życie "za darmoche". Na wieki.
Żeby pójść do piekła wystarczy nie przyjąć tego daru, wystarczy się nie nawrócić, nie obudzić. Jeśli czujesz w głębi o co chodzi (mimo, że wiele nie rozumiesz) i chcesz tego, żeby Jezus został Panem twego życia lub nie masz pewności, że był taki moment to powiedz Jezusowi (lepiej na głos) teraz :


VIII WSTAŃ !

Dzięki Ci Panie Jezu, że przyszedłeś na ten świat, aby mnie zbawić. WIERZĘ, że umarłeś na krzyżu za moje grzechy. Wyznaję Ciebie dzisiaj moim PANEM I ZBAWICIELEM i jak ktoś będzie pytał to jestem Twój ! Przyjdź Duchu święty i utwierdź mnie w pewności, że należę do Jezusa. Amen

Jeśli szczerze wyznałeś teraz Jezusa jako twojego Pana i Zbawiciela, to możesz mieć pewność tego, że jesteś Jego dzieckiem i jest to twoja tożsamość. Czasami jako dziecko może ci się zdarzyć być niegrzecznym, wtedy trzeba iść się pojednać z Bogiem - wiesz o co chodzi.

Zawsze możesz do Niego powrócić, po to są sakramenty. On będzie zawsze z Tobą. On Cię nigdy nie opuści, choć często tak ci się będzie wydawało.Nigdzie nie obiecuje, że będzie lekko, ale obiecuje, że nie musisz już być samotny(a). Mówi o tym Ew. św. Jana 10,28 "Ja daję moim owcom życie. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który mi je dał, jest większy od wszystkich. " Ktoś chętny ?

Wołaj Go po imieniu gdy będzie ci ciężko, a On nigdy cię nie zawiedzie.
Minie trochę czasu zanim będziesz znać dobrze Jego głos. Od razu mówię - odpuść myśl, że samemu możesz sobie być chrześcijaninem. Widziałem już takich odpornych, nawet muzyków, którzy spłynęli równo z prądem. Uwierz, ten świat i diabelstwo są silniejsze od ciebie i tylko bycie we wspólnocie Kościoła da ci siłę i wzrost. Jest dobrych wspólnot w tym kraju dużo. Znajdziesz tylko postaraj się i poszukaj. I jeszcze jedno - zaopatrz się w Biblię i czytaj codziennie. Dobrze zacząć od Ewangelii Św Jana i Psalmów. I słuchaj dobrej muzyki !

Takiej jak ta :

On zawsze będzie kochał cię
To nie ty wybrałeś Jego tylko On odnalazł Cię
Wstań, wstań, nie lękaj się
Zrób ten krok, On wyzwoli Cię
Złudne szczęście zniewala tak
Nadszedł już wolności czas
Wstań ! Walcz !
Bracie, nie daj się
Zależy mi na tobie, uwierz, że Jezus cię nie zdradzi, nie cofaj się
Wstań !

sobota, 14 listopada 2009

Bolesław

Urodziłem się 08 maja 1970 roku w Przeworsku. Od urodzenia mieszkałem w wiosce Łopuszka Mała. Moja rodzina była tam przyjezdna, ponieważ tata pochodził z wioski Hucisko Jawornickie a mama z Manasterza. W związku z tym zawsze czułem się tam obco. Miałem kilku kolegów lecz żadnego nie nazwałbym przyjacielem. Moja rodzina była zajęta ciężką pracą na roli więc często czułem się osamotniony. Jeśli chodzi o religię to byłem wychowywany przez babcię w zakresie pacierza, chodziłem co niedziela na msze do kościoła w Kańczudze. Od najmłodszych lat widziałem u siebie rozdźwięk pomiędzy wyznawaną religią, życiem codziennym i ewangelią. Odczuwałem sympatię do Jezusa, którego nie znałem za bardzo. Podziwiałem Go za moc jaka pozwoliła Mu tyle wycierpieć aż do śmierci. Jednak nie miał On wpływu na moje życie pełne grzechu, lęku i poczucia winy. Zwracałem się osobiście do Jezusa w chwilach szczególnie kryzysowych. Po szkole podstawowej uczyłem się w zawodówce a potem w technikum budowlanym w Rzeszowie i mieszkałem w internacie. W tym okresie poszukiwałem spełnienia w sporcie. Dopiero pod koniec szkoły zacząłem się zastanawiać jak zmienić swoje życie. Przez krótki okres czasu spotykaliśmy się w małej grupie zainicjowanej przez kolegę (jest teraz księdzem) czerpiącej prawdopodobnie wzór z ruchu Światło-Życie. Pewnego dnia kupiłem na ulicy biblię i czytałem ją według kalendarza liturgicznego dziwiąc się, że nie znajduję wszystkich tekstów (było to tłumaczenie wydane przez Towarzystwo Biblijne). Przychodziła do mnie coraz większa świadomość grzechu w którym żyłem. Podjąłem próbę spowiedzi z całego życia lecz lęk przed odrzuceniem wpłynął na brak szczerości wyznania i poczucie winy ciągnęło się jeszcze długo za mną. Po maturze brałem udział w wyjeździe wprowadzającym w życie zakonne na którym usłyszałem wezwanie Boga do głoszenia Jego Słowa i zrozumiałem je wtedy jako powołanie do bycia księdzem zakonnym. Pomyślałem, że będzie to pokuta za moje grzeszne życie. Moje wewnętrzne problemy nie rozwiązały się poprzez samo bycie w zakonie. Podczas rocznego nowicjatu miałem okazję przeczytać biblię poznańską. Na studiach w Krakowie zacząłem uczęszczać na spotkania modlitewne (wewnątrz zakonu) mające rys charyzmatyczny. Wtedy powoli poznawałem biblijny obraz Boga. Dużą rolę odegrał wtedy brat Wiesław Wróbel i książka H. Mühlena "Nowe Życie z Bogiem". W Częstochowie 30 maja 1992 roku zacząłem mówić innymi językami na dużym spotkaniu Odnowy w Duchu Świętym. Po roku musiałem opuścić zakon i przeniosłem się do seminarium diecezjalnego w Warszawie. W trakcie dalszych studiów zetknąłem się z Ruchem Nowego Życia a sięganie do biblii dało mi pewność co do Bożej Miłości i mojego zbawienia dzięki doskonałej ofierze Jezusa na krzyżu. Moją pasją stało się głoszenie ewangelii. W końcu stanąłem przed wyborem autorytetu w moim życiu. Wybierając Boga i Jego Słowo odrzucam wszystko co jest z Nim sprzeczne. Poznałem aż do dziś różne wspólnoty, a teraz pragnę aby rozwinęła się wspólnota (wspólnoty) wśród Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii. W sierpniu 2015 roku uczestniczyłem w The Divine Healing Technician Training Seminar i włączyłem się w służbę JGLM (JGLM statement of faith                         Podstawowe zasady JGLM).

Jeśli potrzebujesz uzdrowienia zapraszam do kontaktu +447526792106.