piątek, 2 lipca 2010

Artur Paździor - Uzdrowienie

Świadectwo uzdrowienia.
Chwała Panu Jezusowi! W tym zdaniu streszcza się to co będę chciał napisać, odnośnie tego świadectwa.
Mam na imię Artur i mam 30 lat. 3 lata temu Bóg dał mi łaskę abym podjął decyzję i przyjął Jezusa Chrystusa jako swego Pana. Moje świadectwo nawrócenia jest naprawdę radykalne. To co Bóg uczynił w moim życiu można opisać tylko jednym słowem-CUD. Byłem bardzo złym człowiekiem. Około 4 lat przebywałem w Zakładzie Karnym, byłem zniewolony amfetaminą, alkoholem, papierosami, dokonałem wielu przestępstw. Obecnie jestem wolny od tego wszystkiego. I nie mam żadnych złudzeń, że sprawił to Jezus Chrystus.
Wracając do mojego świadectwa. Początek mojej choroby, było to około 10 lat temu. Na całym moim ciele, poczynając od klatki piersiowej, plecy, szyja, twarz, kończąc na włosach w głowie, pojawiły się w niezliczonej ilości guzy ropne. Powodowały one duże wypukłości na skórze, były twarde, a po jakimś czasie pękały i wylewała się z nich jakaś biała substancja wraz z krwią. Problem był dość poważny, gdyż byłem w tym czasie nastolatkiem. Kompleksy i nastrój depresyjny towarzyszył mi każdego dnia. Żyłem z tą chorobą 10 lat, niezliczone wizyty u dermatologów i niekończące się kuracje antybiotykami. Uzależniłem się od brania lekarstw. Ponieważ gdy je brałem moja skóra wyglądała w miarę przyzwoicie, a gdy ich zabrakło problem powracał. I wtedy wpadałem w panikę i jedyne o czym mogłem myśleć, to jak zdobyć kolejną receptę.
Gdy zostałem zbawiony, jedną z najważniejszych moich modlitw, była to modlitwa rozpaczy. Wołałem, każdego dnia do Pana , aby mnie uzdrowił. Szukałem ludzi przez, których zostałbym uzdrowiony. Były dni w których wrzeszczałem, krzyczałem, starałem sie wymusić swoją rozpaczą interwencję Bożą. Nic nie pomagało. Nie mogłem zrozumiec co jest nie tak, dlaczego Bóg jest głuchy na moje wołanie?. Dopatrywałem się braku odpowiedzi w tym, że nie byłem jeszcze doskonały. Oczekiwałem, że gdy będę całkowicie czysty, Bóg się zmiłuje i ześlę uzdrowienie. Jednak tak się nie stało.
Pierwszą myśl od Ducha Świętego otrzymalem około 2 lat temu. W trakcie załatwiania kolejnej recepty, przyszla mi myśl, abym przestał brać lekarstwa i przyjął uzdrowienie, które jest w sińcach Jezusa ( 1 Piotra 2.24). Myśl ta była dla mnie tak przerażajaca, że pozbyłem się jej natychmiast. Z biegiem czasu ta myśl powracała i wiedziałem, że Bóg oczekuje ode mnie abym był człowiekiem wiary. List do Hebrajczyków 11;6 mówi „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu...” Walczyłem, zmagałem się z podjęciem decyzji. Około roku temu postanowiłem, że będę „ chodził po wodzie” i pokażę Bogu swoją wiarę. Pozbylem się wszystkich lekarstw i wierzyłem, że jestem uzdrowiony. Wszystko skończyło by się sukcesem, gdyby nie to, że moja wiedza na temat uzdrowienia nie była kompletna. Nie zdawałem sobie sprawy, że sama wiara nie wystarczy. Trzeba ją jeszcze utrzymać aby efekt byl trwały. Tak więc każdego dnia oglądałem się w lustrze z nadzieja, że choroba już nie wróci. Niestety po kilku dniach objawy powróciły i moja wiara legła w gruzach. Powróciłem do antybiotyków i szukania pomocy u Boga. Po pewny czasie dostałem skierowanie do specjalisty- dermatologa. O dziwo doktor przepisał mi antybiotyki, których nigdy wcześniej nie brałem, a których skuteczność w 99% przynosi pozytywny rezultat. Zacząłem wierzyć, że to była odpowiedż Boża. Do pewnego czasu... Po 3 miesiącach terapi, byłem tak zniszczony psychicznie i fizycznie, że nie mogłem wykonywać codziennych czynności. Leki te miały dobrą skuteczność, ale przy tym skutki uboczne, które wywoływały, były porównywalne do chemioterapi. Wypadały mi włosy, mój wzrok się pogarszał a mój nastrój, każdego dnia był depresyjny. Po jakimś czasie nie dałem rady juz pracować, nie miałem sily. Zaczeło do mnie docierać, że to nie może byc Bóg. Z jednej strony leczy a z drugiej powoduje takie cierpienie. W tym czasie wraz z moją żoną Izabelą, byliśmy studentami kursu kościelnego o nazwie „Szkoła Bożych Robotników”. Był to kurs organizowany przez naszych Pastorów Adam i Agatę Senska. Jednym z tematów zajęć była „WIARA”. Na ten temat nauczał Derek Walker. Jest On nauczycielem i Pastorem w Szkole Biblijnej w Oxfordzie. Naprawdę rewelacyjnie zna się na rzeczy. W trakcie gdy mówił, dostałem przekonanie, że to jest ten dzień w którym przyjmę uzdrowienie i nie dam sobie go już odebrać. Z każdą minutą moja wiara wzrastała. Wiedziałem, że muszę dokonać aktu wiary do którego pobudził mnie Duch Święty i wyrzucić wszystkie lekarstwa. Tym razem nie poddając się, gdy ujrzę jakieś symptomy choroby. Ale sprzeciwiać się im w imieniu Jezusa, aż do osiągnięcia sukcesu. Była to dla mnie bardzo trudna decyzja, lecz miałem świadomość, że ta choroba nie może mnie zabić. Więc pozostało iść tylko na całość. List Jakuba r. 2 w. 17 mówi „ Tak i wiara, jeżeli nie ma uczynków, martwa jest sama w sobie”. Wiedziałem, że zapalnikiem do uaktywnienia uzdrowienia, będzie mój akt wiary. Całkowite zaufanie Słowu Bożemu i pozbycie się wszystkich lekarstw. Miałem świadomośc, że szatan będzie chciał mnie sprawdzić. Liczyłem się z nawrotem symptomów, ale to co miałem robić , to wyznawać Słowo Boże i do każdej zmiany, która by się pojawiła w autorytecie imienia, które jest ponad wszelkie imię – Jezus, nakazywać aby się wynosiła z mojego ciała.
Jednak to nie był koniec walki, którą myślałem, że wygrałem. W trakcie słuchania, pojawiły się myśli w moim umyśle. Zaczełem zastanawiać się nad tym, aby upewnić się, że dokonuje dobrej decyzji. Pomyślałem, że jeżeli spytam się tak dojrzałego nauczyciela, jak Pastor Derek , czy to dobra decyzja i uzyskam pozytywną odpowiedż, postawię kropkę nad „I”. Spytałem, jednak w chwili, gdy to zrobiłem, uświadomiłem sobie, że to nie będzie już moje wewnętrzne przekonanie i cała moja wiara znikła. Sam Pastor stwierdził, że on nie wie co Bóg wkłada w moje serce i, że decyzja należy tylko do mnie.
Kolejna porażka. Jednak Bóg jest dobry i jak małe dziecko podnosi nas, po każdym upadku. Pozbierałem się i staneliśmy wraz z moją żoną w modlitwie. Potrzebowałem jakiegoś potwierdzenia od Boga, że mój akt wiary ( pozbycie się lekarstw ), jest inspirowany przez Niego. W sercu wierzyłem, że jeżeli Bóg do czegoś powołuje, to nie ma możliwości aby to nie działało.
Pamiętam, bylo to około 3 miesięcy temu, w piątkowy wieczór. Modliliśmy się wraz z Izabelką o to aby Bóg potwierdził tą decyzję. Następnego ranka, spytałem żony czy coś jej się śniło?. Ja rzadko mam jakieś sny. Izabelka też często nie śni, aczkolwiek w sytuacjach gdzie mamy podjąć ważną decyzję, Pan jej to potwierdza przez sen. Powiedziała mi, że śniła. We śnie widziała ścianę różnych tabletek. Nagle zobaczyła mnie, podbiegającego z wyciągniętą ręką i sięgającego po jedno z pudełek. W tym momencie złapala mnie za rękę i nie pozwolila ich wziąść. Rzekła do mnie, że ich nie potrzebuję, bo jestem uzdrowiony sińcami Pana Jezusa. Gdy to powiedziała, nie mogłem już dłużej zwlekać. Miałem już wszystko o co prosiłem. Spakowalem wszystkie tabletki i wyrzuciłem. Podziękowalem Bogu za Jego Łaskę, przyjąłem uzdrowienie i sprzeciwiłem się wszelkim nawrotom choroby.
Dziś mija trzeci miesiąc od tego momentu. Dziękuję Bogu za Jego uzdrowienie i kiedykolwiek pojawia się jakaś zmiana na mojej skórze, nakazuje jej w autorytecie Jezusa Chrystusa, że ma się wynieść z mojego ciała. Moja skóra jest gładka i zdrowa. Dziękuję Bogu i oddaję mu Chwałe za to co robi, każdego dnia w moim życiu.

Artur

Ps. Chcę dodać, iż nie napisałem tego świadectwa jako uniwersalny środek dla przyjęcia uzdrowienia, świadczę o tym jak stało się to w moim życiu.
Niewątpliwym jest, że do uzdrowienia potrzebna jest WIARA, ale każdy niech podąża za tym co Bóg wkłada w jego serce.

poniedziałek, 24 maja 2010

Bolesław na nowo.

Witajcie!
Po wielu latach piszę o tym na nowo. Dzieciństwo spędziłem w środowisku wiejskim i małomiasteczkowym. Byłem uważany za grzecznego chłopca. Sam jednak odczuwałem mocne poczucie winy, które zamykało mnie na ludzi. Bałem się, że ludzie dowiedzą się o moich grzechach. Byłem bardzo nieśmiały.
Moje życie zaczęło się zmieniać dopiero w klasie maturalnej, gdy kupiłem biblię i zacząłem regularnie ją czytać. Zaczynałem rozumieć, że jestem grzesznikiem i moje problemy spowodowane są grzechem. Po maturze na wyjeździe organizowanym przez zakonników usłyszalem głos Boży wzywający mnie do głoszenia Jego Słowa. Dlatego wstąpiłem do zakonu i nadal czytałem biblię. Na studiach spotkałem się z ruchem Odnowy w Duchu Świętym. Podczas dużego spotkania Odnowy powierzyłem swe życie Jezusowi. Wypowiedziałem modlitwę: Jezu ogłaszam Cię moim jedynym Zbawicielem i jedynym Panem. Modliłem się także słowami pieśni: Duchu Żyjącego Boga dziś na mnie zstąp, złam mnie, skrusz mnie, natchnij mocą. Od tamtej pory Duch Święty bardziej namacalnie zaczął we mnie działać. Także dopiero wtedy doświadczyłem przebaczenia wszystkich grzechów, poczucie winy odeszło, zyskałem odwagę i zacząłem coraz bardziej otwierać się na ludzi. Rozważałem Pismo Święte z wiekszym zrozumieniem. Ze względu na dociekliwość i rosnące pragnienie dotarcia do źródeł wiary coraz bardziej oddalałem się od rzymskiej religii. Gdy zdecydowałem się kierować wyłącznie wskazaniami Słowa Bożego sumienie nie pozwalało mi uczestniczyć w obrzędach religijnych. Po latach, gdy założyłem rodzinę ciągle aktualne są dla mnie słowa Jezusa:
"Nie każdy, kto mówi do Mnie: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz ten, kto pełni wolę mojego Ojca, który jest w niebiosach" (Mt 7, 21).
Pragnę być człowiekiem mądrym, który buduje dom na skale. Niech to będzie udziałem wszystkich czytelników.

Ania Adamkiewicz in English

My testimony
Anna Adamkiewicz

Did you ever had days when you thought, that even though you have everything you need to be happy, you do not feel in such a way, as if something was missing?.
A feeling of emptiness I couldn’t describe filled me probably since the beginning of my college. I was always rejecting thoughts about God. I was even quite negative towards Him. A few years later I got interested in that emptiness I couldn’t really describe and started to search for some spiritual path that would suit me. I read a lot about different kinds of religions and I wondered if I feel something specific when I find the right one. The word “prayer” discouraged me even in popular philosophy books and a church used to be a place where I couldn’t find the presence of God, automatically rejecting Him.
Each of us longs for something more in life than just every day repetitiveness and at one point searches for what he or she misses, but can not define it. Let me tell you how I have found what I was looking for through many years. And I was searching for it, where I shouldn’t have.
God put a person on my path, somebody who loved Him with all his heart. We became friends and spent a lot of time together. When he told me about the true God, when he quoted parts of the Holy Scripture, several times the tears ran from my eyes and I could not stop them. It was an amazing feeling and now I see how needed and “saving” it was for me. I liked the way he talked about “his” God, how he described Him and how well he had known Him. As if he was talking about his friend. The fact, that Jesus loves me travelled directly into the deepest parts of my soul. I heard that He died for our sins, that it is enough to come to Him and that we do not need any mediator, because He is the Way, Truth and Life and he loves us. I also heard many other words I have never heard before. I learnt that we are all equal to Him. These words were so calming and so true, that they touched my soul.
We had many of such meetings and each time, the reaction was the same. I cried without the possibility to control it. I started to think about it more and more. I bought the Holy Bible and I started to read it. At the beginning I couldn’t understand a lot. I learnt more and more about Jesus, though. As if step by step, there was more that was opening to me. I prayed a lot to the Lord but I had not made any decisions in my life until that time. I did not receive the Lord as my savior. I couldn’t understand what it meant and how to do it.
Many things started to happen in my life and the most incredible moment for me was watching the movie “The passion of Christ” by Mel Gibson. I saw that movie once in the theater before but at that time I did not experience anything specific, as I did watching it the second time at my own home. Not even one tear was falling down my cheek when I saw it the first time. Watching the movie second time, knowing a bit more about Jesus, what He had done and most importantly, that He loves me… made the reception completely different. As if I understood it all. When I looked at Jesus’ suffering, His love, His sacrifice, the death He chose and how people spit on Him and mocked Him, how difficult if was for Him to carry His cross and how the nails were nailed in His hands and legs, bringing excruciating pain – I could not stop the tears. I could not stop the regret and could not understand why I didn’t even drop one tear watching it the first time. I could not forgive myself and even though I always thought I was a good girl, I saw at this very moment how empty and hardened my heart was. Something was breaking inside of me that evening and I think I have never cried so much in my life. Each look at Jesus at the cross showed me how much I need salvation and how much I added of my sin to Jesus’ cross. I asked so fervently for forgiveness, and when I closed my eyes I saw His hand reaching towards me and myself running towards Jesus as a little girl. This view made me cry even more, because I did not think I deserved His grace. I accepted it though and since that day my life started to change. When I decided for a conversation with God asking Him for forgiveness, everything started to change. I noticed and realized what it was that I rejected my whole life. What happened next was not a fairy tale, but looking at as the time passed, I know it was God who led me.
Those who know me, know how difficult changes happened last year in my life and how much I have lost (interesting job, an apartment, the trip I dreamt of and most of all - my independence) – all that was bringing self-confidence in my life, reliance upon myself. The belief, that I can do everything by myself, was becoming demolished. And when I finally lost it all, there was nothing more to do but to hold on to the Lord for deliverance. I couldn’t do anything more by myself. And then, at that painful time Jesus helped me the most! In the least expected moments, He helped me! It was amazing! He helped me to reach a church, where people were sincere, kind and where they help each-other. Where the atmosphere is warm and kind-hearted and friendly. All of them helped me to hold on to the Lord and trust Him for deliverance and look at what was happening from a completely different perspective – perspective of eternity. On the 28th of February I was baptized by full immersion in water. It was the most beautiful day of my life! Now my dream is to one day at least shake the hand of Jesus and be able to tell Him how much I am grateful for what He made available to us.

To all of you reading my testimony and for myself as well I would like to wish persistence in using God’s Word in life, a lot of joy because of what Jesus made available for us and His indescribable love, that lights up all of our paths and makes problems small and easy to overcome. All you need is to trust Jesus! The choice is always ours to make!
God bless you all!
Anna

Ania Adamkiewicz

Moje świadectwo
Anna Adamkiewicz

Czy mieliście kiedyś takie dni, kiedy wydawało wam się, że niby macie wszystko, co potrzeba do szczęścia, ale jednak nie czuliście się szczęśliwi, jak gdyby czegoś jeszcze brakowało?
Uczucie jakiejś nie do opisania pustki, wypełniało mnie chyba odkąd zaczęłam studia. Zawsze jednak odrzucałam jakiekolwiek myśli o Bogu, wręcz byłam do Niego nastawiona negatywnie. Kilka lat później znów zainteresowałam się tą „pustką” i zaczęłam poszukiwać duchowej drogi, która by mi odpowiadała. Czytałam o różnych religiach i zastanawiałam się kiedy poczuję, że to jest to. Słowo „modlitwa” raziła mnie nawet w poczytnych książkach filozoficznych, a Kościół to było dla mnie miejsce, gdzie nie czułam obecności Boga, automatycznie Go odrzucając.
Każdy z nas jednak potrzebuje czegoś więcej w życiu, niż jednostajnej drogi i w pewnym momencie szuka tego czegoś, czego mu brakuje i nie potrafi tego zidentyfikować. Opowiem jak znalazłam to, czego tak naprawdę poszukiwałam przez wiele lat. A szukałam tego, nie tam gdzie powinnam.
Bóg postawił na mojej drodze kogoś, kto kochał Go całym sercem i kiedy opowiadał mi o prawdziwym Bogu, gdy mówił fragmenty z Pisma Świętego, kilkakrotnie łzy spływały mi po policzku, a ja nie potrafiłam ich powstrzymać. Było to niesamowite przeżycie i z perspektywy czasu widzę jak potrzebne i „ratujące”. Podobało mi się jak opowiadał o „swoim” Bogu, jak Go opisywał i jak dobrze Go znał. Jakby opowiadał o swoim bliskim – o swoim przyjacielu. To, że Jezus mnie kocha docierało w najgłębsze zakątki mojej duszy. Słyszałam o tym, że Pan Jezus umarł za nasze grzechy, że wystarczy, że przyjdziemy do Niego i że nie potrzebujemy żadnych pośredników, że On jest Drogą, Prawdą i Życiem i że kocha każdego z nas. Mówił jeszcze wiele innych słów, których nigdy wcześniej nie słyszałam. Dowiedziałam się też, że wszyscy jesteśmy dla Niego równi. Słowa te brzmiały tak uspokajająco i tak prawdziwie, że dotykały mojej duszy.
Mieliśmy wiele takich spotkań i za każdym razem reakcja była taka sama. Zaczęło mnie to zastanawiać. Kupiłam Pismo Święte i czytałam je, ale na początku nie rozumiałam wiele z tego, co czytałam. Poznawałam Pana Jezusa coraz bardziej. Jakby krok po kroku, coraz więcej się przede mną otwierało. Długo modliłam się do Pana, ale jeszcze wtedy nie podjęłam żadnych decyzji w swoim życiu, nie przyjęłam Pana jako mojego Zbawiciela. Nie rozumiałam, co to oznacza i jak tego dokonać.
Różne sytuacje działy się w moim życiu i najbardziej niesamowitym momentem było dla mnie obejrzenie filmu „Pasja” Mela Gibsona. Widziałam już ten film w kinie, ale wtedy nie wywarł na mnie takiego wrażenia jak tamtego wieczoru. Ani jedna łza mi wtedy nie leciała po policzku. Oglądając film drugi raz, mając już pojęcie tego Kim jest Jezus, tego, co dokonał i przede wszystkim, że mnie kocha… całkiem odmiennie odebrałam ten film. Jakbym nagle wszystko rozumiała. Gdy patrzyłam na cierpienie Jezusa, Jego miłość, poświęcenie, śmierć z wyboru i to jak Go ludzie opluwali i szydzili z Niego, jak było Mu ciężko niosąc krzyż i jak przybijają gwoździe do jego rąk i nóg miażdżąc Jego kości – nie potrafiłam opanować łez. Nie potrafiłam opanować żalu i niezrozumienia z powodu braku nawet jednej łzy za pierwszym razem, gdy go oglądałam. Nie potrafiłam sobie wybaczyć i mimo, że wydawało mi się, że byłam od zawsze dobrą dziewczyną, dopiero do mnie docierało jakie miałam zatwardziałe i puste serce. Coś we mnie pękło tego wieczoru i chyba nigdy nie płakałam aż tak bardzo w swoim życiu. Każde spojrzenie na Jezusa na krzyżu pokazywało mi, jak bardzo potrzeba mi zbawienia i jak bardzo przyczyniłam się swoimi grzechami do tego, że Jezus został przybity do krzyża. Tak bardzo prosiłam Go o przebaczenie, że kiedy zamykałam oczy widziałam Jego rękę wyciągniętą w moją stronę i mnie biegnącą do Niego jak mała dziewczynka. Ten widok doprowadzał mnie do jeszcze większego płaczu, gdyż nie wydawało mi się, abym zasługiwała na Jego łaskę. Przyjęłam ją jednak i od tamtego dnia moje życie zaczęło się zmieniać. Kiedy zdecydowałam się na rozmowę z Panem prosząc Go o przebaczenie, moje życie zaczęło się zmieniać. Dostrzegłam to, co tak usilnie odrzucałam przez całe życie. To co się działo potem nie było jak z bajki, ale wiem z perspektywy czasu, że to właśnie Bóg mnie prowadził.
Ci, którzy mnie znają wiedzą już jak trudne zmiany zaszły w moim życiu w zeszłym roku i jak wiele w tym świecie straciłam (ciekawą pracę, mieszkanie, stabilizację, podróż życia, a przede wszystkim swoją niezależność) - wszystko, co dodawało mi pewności siebie. Wierzenie, że mogę wszystko sama, powoli przeradzało się w gruzy. Ale kiedy to wszystko straciłam zeszłego lata dzięki swoim wyborom, nie pozostało już nic innego, jak tylko chwycić się Pana, bowiem nie potrafiłam sama otrząsnąć się z tych przeżyć. I Pan właśnie wtedy pomógł mi najbardziej! W najbardziej nieoczekiwanym momencie, kiedy miałam wrażenie, że nie jestem w stanie zbudować już nic sama w swoim życiu, Pan mi pomógł! W sposób niesamowity! Pomógł mi trafić do Kościoła, gdzie ludzie są serdeczni, mili i gdzie pomagają sobie nawzajem. Gdzie jest atmosfera ciepła, życzliwości i przyjaźni. Oni wszyscy pomogli mi uchwycić się mocno Pana i popatrzeć na to, co się działo z zupełnie innej perspektywy – perspektywy wieczności. 28 lutego tego roku przyjęłam chrzest przez zanurzenie we Wrocławiu. I to był najpiękniejszy dzień w moim życiu! Teraz moim marzeniem jest pewnego dnia uścisnąć choćby rękę Pana Jezusa i powiedzieć mu jak bardzo mu dziękuję za to, co dla mnie zrobił!
Chciałabym życzyć wszystkim, którzy mieli okazję przeczytać moje świadectwo, jak i sobie wytrwałości w używaniu Słowa Bożego w życiu, radości z tego, co dzięki Jezusowi jest nam dostępne i Jego wszechogarniającej miłości, która rozświetla każdą drogę i sprawia, że problemy stają się malutkie i do przezwyciężenia. Wystarczy tylko zaufać Jezusowi! Wybór zawsze należy do nas!
Z Bogiem,
Ania

piątek, 5 lutego 2010

Piotr Wróbel

Chwała Panu!

Mam na imię Piotr. Pochodzę z rodziny wychowanej w tradycji katolickiej. Tradycji właśnie, ponieważ to ona stanowiła impuls do obchodzenia świąt i wszelkich religijnych obrządków. Chodziłem do kościoła z przymusu i nie miałem żadnej relacji z Bogiem. Fascynował mnie świat wyobraźni.

Mijały lata aż poznałem moją żonę Agnieszkę. Była już wtedy nawróconą chrześcijanką. Ona pierwsza pokazała mi jak wygląda prawdziwa relacja z Bogiem. Otworzyła mi także oczy na prawdę. Zbliżyłem się wtedy do Boga. Zaczęliśmy przychodzić do zboru, ale były to wizyty nieregularne. Nie czułem potrzeby, aby głębiej się w to zaangażować. Bóg jednak postanowił mnie odszukać.

Pierwszy raz odczułem to, kiedy uratował Agnieszkę i nowo narodzoną Weronikę. Mieliśmy okazję z żoną składać już o tym świadectwo. Agnieszce odkleiło się łożysko i gdyby nie była wtedy w szpitalu nie miałaby szans. Bóg je jednak ocalił.

Ja przybliżałem się do Boga małymi kroczkami. Przełom nastąpił w 2009 roku.

Zaczęliśmy regularnie chodzić całą rodziną na nabożeństwa.
Zapragnąłem mieć swoją własną biblię.
Zapisałem się na mailingowy kurs biblijny.

W tym czasie Agnieszka była już w ciąży z naszym drugim dzieckiem Szymonem. Szymon urodził się dwa i pół miesiąca przed czasem. W ten czas każdego dnia widziałem jak Bóg go chroni, opiekuje się nim i nie pozwala, aby ani jeden włos spadł mu z głowy. To był czas próby dla mojej rodziny i wiem, że przetrwałem go tylko dzięki Jezusowi. On dawał mi siły, spokój i wiarę. W ten sposób Jezus uratował całą moją rodzinę.

Wtedy też przyjąłem Jezusa do mojego życia i ogłosiłem go moim Panem i Zbawicielem. Dzięki kursowi biblijnemu dowiedziałem się jak wygląda modlitwa grzesznika i po raz pierwszy wyznałem grzechy przed Jezusem i przyjąłem przebaczenie.

Moje życie zmieniło się. Dzięki Jezusowi jestem tu z wami, aby świadczyć o Jego nieograniczonej mocy i miłości. Jestem wdzięczny Jezusowi, że mogę się do niego modlić, dziękować mu i chwalić Jego imię. Nie ma takiego grzechu ani takiego ciężaru, którego Jezus by nie podźwignął.

Teraz mam w sobie więcej cierpliwości, pokory i zrozumienia. Moje życie nabrało sensu i wierzę, że cały czas Jezus zmienia je na lepsze. Czytam codziennie biblię. Przyjąłem chrzest. Chcę, aby przez cały czas Jezus był moim Panem i wskazywał mi drogę.

Chwała niech będzie Panu. Alleluja.

Agnieszka Sowińska-Wróbel

w miłości nie ma bojaźni,
wszak doskonała miłość usuwa bojaźń
(1J 4, 18)


Dlaczego Jezus?
Mogłabym powiedzieć krótko: bo dał mi Nowe Życie. Ale co to oznacza?
Życie jest pełne pragnień. Niektórzy chcą być silni i odważni. Niektórzy pragną mieć dom i samochód. Jeszcze inni chcą zrobić karierę, odnieść sukces, mieć znajomych, przyjaciół, psa, ogródek... Wreszcie, każdy z nas pragnie, by ktoś nas pokochał, byśmy stali się dla kogoś najważniejsi i jedyni na świecie. Chcemy znaleźć oparcie i ukojenie w czyichś dłoniach. Nie lubimy być samotni.
Ja od zawsze miałam dookoła siebie mnóstwo ludzi. Otaczałam się nimi, spędzałam z nimi czas, bawiłam się, rozmawiałam. I każdego wieczora bałam się, że ich zabraknie. Że nagle przestaną mnie lubić. Że odejdą. Że jeśli nie będę taka jak oni, to nie będą mnie akceptować. Zabiegałam o ludzi. Robiłam wszystko, by się przypodobać. Powoli uzależniałam się od nich, ich opinii, oceny. Wiedziałam, że cały czas muszę robić coś, by zasłużyć na sympatię. Udawało się. Zawsze był obok mnie ktoś.
Jeszcze wtedy nie wierzyłam, że cokolwiek może być za darmo. Bezinteresownie. A już na pewno nie miłość.
Czym więc jest teraz to wspomniane wcześniej Nowe Życie? To wolność, prawdziwa wolność, dająca spokój i spełnienie. Już nie muszę się bać, że coś nie wyjdzie, że coś się nie uda. Już nie muszę próbować podobać się znajomym. Mogę być sobą. I mogę być kochana. Przez Jezusa. Miłością nieogarnioną, pełną i całkowicie nie zasłużoną. Nie muszę robić nic skomplikowanego, nic na pokaz. Po raz pierwszy mogę stanąć twarzą w twarz z innymi bez lęku odrzucenia, ale co ważniejsze mogę spojrzeć w twarz sobie. Jezus pokazał mi swoją moc i miłość. Pokazał mi, że jest żywym Bogiem, że nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych, że może podnieść mnie ze wszystkiego. Dlaczego? Bo mnie kocha. To było dla mnie nie do pojęcia, że ktoś może mnie kochać tak bardzo i nie oczekiwać niczego w zamian, że nie muszę zapracowywać na tę miłość.
Zawsze tego pragnęłam. Teraz wiem, że źródłem takiej idealnej miłości jest Jezus Chrystus, Ten, który umiłował mnie tak, że za mnie umarł. Za mnie! – grzeszną, pyszną i próżną. Ale On zobaczył we mnie więcej, zobaczył to, czego sama nie dostrzegałam, widział we mnie dziecko potrzebujące miłości Ojca.
Od spotkania z Jezusem wszystko się odmieniło. Jestem nową osobą. Odrodzoną. Jestem prawdziwa.
Dziękuję Bogu, że tak długo na mnie czekał. Że nie zrezygnował. Ale On nigdy nie rezygnuje. Jest przecież Miłością.
Pozwól sobie jej doświadczyć.