środa, 25 listopada 2009

Wojciech odcinek 1

Mieszkałem w Gdańsku i kończyłem właśnie Liceum Muzyczne. Przygotowania do dyplomu szły opornie. Wydawało mi się, że zmagam się ze zbyt wieloma przerastającymi mnie problemami: pogarszającym się słuchem, rozstaniem z dziewczyną, utrata sensu życia i niepowodzeniami w szkole. Moja religijność zbankrutowała. Wołałem do Boga, ale odpowiedzi nie przychodziły. Próbowałem różnych sposobów, aby zmusić Go do działania – bezskutecznie.
Czułem się jakbym był zamknięty w niewidzialnej klatce bez perspektywy na jej opuszczenie. Otoczyła mnie paraliżująca beznadzieja. Dalej funkcjonowałem jako młody trębacz jazzowy, ale coraz bardziej czułem, że zbliżam się do bliżej nie określonego końca. Ogarnęła mnie prawdziwa ciemność.
Pewnej nocy ćwiczyłem na trąbce w podziemiach bursy. W pewnym momencie dobiegł mnie dźwięk altówki. W oddalonym pomieszczeniu grał mój kolega. Nagle w moim umyśle zobaczyłem obraz, który mnie przeszył lękiem: ten kolega był w nim szamanem, który wykonywał jakieś dziwne i straszne duchowe obrzędy.
Poczułem, że jakaś siła zaczęła mnie ciągnąć do pomieszczenia, z którego dobiegał dźwięk jego instrumentu. Odłożyłem trąbkę i wbrew temu co czułem zacząłem iść korytarzem. Otworzyłem drzwi i wszedłem do pomieszczenia, w którym on był. Gdy tylko wszedłem miałem wrażenie jakbym wyszedł z ciemnej piwnicy na słoneczną plażę. To było naprawdę dziwne. Zaczęliśmy rozmawiać.
Usłyszałem dwie rzeczy: Bóg mnie kocha i rozwiąże sprawę z moją dziewczyną. To, że Bóg mnie kocha potężnie mnie dotknęło. Byłem religijny i rozumiałem, że muszę się starać, bo moje uczynki zostaną surowo ocenione. Pomimo że próbowałem wiedziałem, że nie mam z czym startować przed Sędziego. Doświadczałem niepowodzeń w zmaganiach z grzechem i to generowało strach i potępienie. Wiadomość, że On mnie kocha była prawdziwym objawieniem! W jednej chwili klata otworzyła się na oścież.
To, że Pan jest zainteresowany moimi uczuciami i chce coś z tym zrobić było w tamtym czasie dowodem, że naprawdę mnie kocha. Nie zażądał czegoś ode mnie, ale chciał mi coś dać. W tamtych podziemiach rozpoczął się mój exodus. W moim sercu narodziła się wiara w zupełnie nieznanego mi Dobrego Boga, a ja zacząłem duchowo żyć.
To wydarzenie mnie zmieniło. Nie całkowicie, ale zauważalnie dla mnie samego i dla innych. Nie mówiłem o tym, a jednak natychmiast nastąpiła jakaś konfrontacja. Koledzy z bursy wyrzucili mnie z pokoju, a moja dziewczyna zauważyła zmianę i nasza relacja została uzdrowiona. Zamieszkałem w pokoju z owym alcistą i spędzaliśmy godziny na rozmowach i modlitwach. Po pewnym czasie Bóg uzdrowił moje uszy. Rozpoczął się niezwykły okres poznawania Boga. Moja dziewczyna została moją żoną. Po krótkim czasie definitywnie przestałem grać na trąbce. Zostawiłem muzykę na jakiś czas. Później do niej wróciłem, ale już w zupełnie inny sposób. Zacząłem grać muzykę dedykowaną Panu. Muzyka z bożka zamieniła się w narzędzie do uwielbiania Boga i opowiadania o Nim, a zawód muzyka w służbę.
W tamtym czasie nie rozumiałem w dużym stopniu tego co się wydarzyło. Nie rozumiałem Nowego Przymierza, wymiaru Bożej miłości, znaczenia wiary, zbawienia, znaczenia objetnic zawartych w Piśmie. Tym wszystkim zajął się Duch Św. nieco później. Najpierw musiała dotrzeć do mnie Biblia...
Ciąg dalszy w następnym odcinku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz